Strona główna       Twórcy       Gawęda       Jakub Wideł

Jakub Wideł

 

Życiorys Jakuba Wideł

Urodziłem się 16 marca roku pańskiego 1927

Ten dzień był pogodny ale troche mroźny

I w tym skromnym domu co był kryty strzechą,

Byłem dla rodziców tak wielką pociechą,

Bo mnie wyprzedziły wcześniej dwie siostry,

Co dla rodziców też radość przyniosły.

Ale na dodatek brat się też urodził-

Po równej połowie Bóg ich wynagrodził

Czasy były trudne i niekolorowe, każdy skromny

Rolnik, żeby rodzinę wychować, dość zachodził

W głowę, żeby rodzinę ubrać i nie chodziły gołe

Ale na szczęście mój Ojciec był krawcem i jakoś

Sobie radził i swoich dzieci do nędzy nie doprowadził.

To co najważniejsze - do szkoły nas posyłali

Żebyśmy nie były analfabetami.

I ten skromny żywot powoli się toczył

Tak w tym niedostatku ludzie dorastali i ten

Skromny  żywot naprzód siebie pchali

Gdy wybuchła wojna, dla ludzi strach i cierpienie,

A dla niektórych katorgi i wieczne stracenie.

Ja, wtenczas miałem lat 12 i wnet musiałem

Iść na przymusowe roboty i ciężko pracować

Tak jak starsze chłopy

Wojna się skończyła, było trochę ulgi.

I zaraz ojcowie posłali mnie do miasta,

Żebym się uczuł rzemiosła

I ta ulga zwykłym ludziom dużo swobody

Przyniosła, że ludzie ze wsi mogły iść do miasta

Uczyć się wszystkiego i nie służyć  u bogacza  za

Grosza marnego. Ten wybór szewskiego rzemiosła

Przecież w młodym wieku. Radość mi przyniosła,

Gdy byłem w praktyce już na trzecim roku,

Majster dawał mi nowe buty robić stopniowo po

Trochu, i jednego razu przyszła pani tak bardzo

Urocza zamówić kozaki. Majster dobroduszny

Pozwolił wziąć miarę z jej stopy.

I gdy położyła swą nogę na białym kartonie

Rysuje ołówkiem wokół miłej stopy

Później biorę meter w ręce mierze najpierw

Palce i grubość kostki, serce mi zamarło

Jak wziąć miarę pod kolanem na szerokość cholewki

Ale ta radość mierzenia tej stopy długo nie cieszyła

Bo ludowe rzemiosło wnet się rozwaliło,

Ale wtenczas było takie przysłowie:

Kto ma w głowie olej, to idzie do pracy na kolej.

Ja z tego przysłowia chętnie żem skorzystał

Bo na kolei drugi zawód zyskał

I po roku pracy dostałem mundur kolejowy

I z tej radości zaraz przyszła mi żoniacka do głowy.

Ale te zaloty były bardzo skromne,

Bo wtenczas na kolei w produkcji normy pracy

Były tak wysokie i niemożliwe,

Że brakowało czasu na spotkania miłe.

Przecież w dawnych czasach były różne zwyczaje,

A nawet zabobony, że święty Antoni jest

Patronem od zguby i szukania żony.

I  poszedłem na odpust do drugiej parafii

Prosić Antoniego, może się coś trafi

Wychodzę z kościoła patrzę za pannami.

Aż tu idzie jedna taka osmutniała

Jak by miała od strachu boja

Pewnie po to samo przyszła i będzie już moja.

Podchodzę do niej, biorę ją pod rękę,

I daje jej serce odpustowe w rękę,

Żeby nas łączyło od tego odpustu teraz i na wieki.

Nawet się zgodziła zaprosić do domu,

Pokazać rodzinie co znalazła na odpuście

W parafii w Męcinie.

Wnet doszło do prawdy, że trzeba prosić teściową,

O rękę jej córki, ale oprócz ręki prosiłem

O całe oblicze i wszystko dobro co się w niej mieści,

Żeby nam starczyło tego dobra do samej starości.

Jak zaszedłem do proboszcza zgłosić swój ożenek

Jak popatrzył na mnie i powiedział - Ty stary

Kawalerze, masz wiek Chrystusowy

Ożeń się szybko, będziesz miał już z głowy.

I w tym małżeństwie cośmy razem żyli

To z tej miłości trojkę dzieci wspólnie przysporzyli.

Gdy się dzieci rodzą, napełniają ziemię,

To przecież rodzice kładą w nich nadzieję.

Czy wyrosną zdrowe i będą wiedze pojmowały,

Żeby sobie w życiu radę jakoś dały.

Skromne moje myśli, a nawet marzenia

Nie poszły na marne, bo wszystkie moje dzieci

Mają swoje gniazda i swoje pociechy.

Te siedmioro wnuków, co daje mi na co dzień

Tak dużo pociechy, że się nie starzeję

Bo jestem dziadek spod strzechy

Wnuki szybko dorastały do szkolnej zerówki

Ja chodziłem z nimi i po drodze układałem starodawne śpiwki.

I te miłe panie co dzieci przyjmowały

Zawsze sie cieszyły, że takiego dziadka jeszcze nie widziały.

Bom im opowiadał co po drodze myślę,

Że im wnet zaśpiewam te piosenki zmyślne.

I po tym śpiewaniu dostałem zamówienie

Żebym im opisał o starych zwyczajach

Jak ludzie dawniej żyli i jakie gawędy w rodzinie tworzyli.

I dzięki tym paniom co mnie do pisania namówiły,

To moje dwie gawędy na scenie pierwsze miejsce miały.

Ale w młodym wieku czasu nie marnował,

Bo w zimowej porze zawszem kolędował.

A że jestem mały, tom dziadka odgrywał

I za to gadanie hojne kolędki zawsze otrzymał.

Jak nas puścili do środka izdebki, to się dziadek

Modlił:

„ Za gazdo, za głosposio, żeby zdrowe były

I żeby sie im córki nie skłoziaciły,

Jak dacie gorzołki kworto

To wom zaśpiywomy kłolondko, co śmichu worto”

 

I pło ty gorzołce tańce i śpiewanie.

A któro dziewucha trocho słabso boła

To i do kołyski co si przyspłorzyła

To co napisałem, wszystko z prawdy wzięte

A może niektóre drobiazgi są tu pominięte

Nigdy nie wiadomo jak życie może długo służyć

Bo jeszcze swe gawędy chciałbym je wydłużyć.